Justine's cupcake na Facebooku!

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

My liver has died

Boże, dopomóż! Po pierwsze, moja wątroba chyba umarła. Poza tym, życie jest takie ciężkie, że sama nie zdołam go udźwignąc. Mam w żołądku (tak) taki kłębek emocji, że chyba zaraz cała wybuchnę. W tej chwili jestem zdolna tylko do tego, żeby zasłaniać oczy i gryźć własne palce. To nie jest takie trudne, jeśli się tylko na tym skupiam. Niestety (stety??) ktoś co chwilę wyrywa mnie z rytmu i palpitacje sreca powracają. Odkryłam przejście do lepszego wymiaru, nie wiem tylko, co tak naprawdę mnie tam spotka. Chciałabym, żeby ludzie mówili wprost, co czują. Wtedy wszystko byłoby o wiele prostsze. I nie miałabym zaburzeń oddechu. 

WYŁUPEK?!

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Don't be afraid to ask for help

Człowiek popełnia błędy, to jasne. Największym jest często jednak odmowa pomocy. To wcale nie hańbi, a uspołecznia. Ostatnio zrozumiałam, że Bóg zawsze będzie przy mnie. Wystarczy z Nim porozmawiać, poprosić o coś i za coś podziękować. On wysłucha, a naszych próśb na pewno nie 'puści mimo uszu'. Wystarczą chęci i szczerość. Jeśli naprawdę czegoś chcemy, potrzebujemy do szczęścia (nie mówię tu o rzeczach materialnych), wtedy On z pewnością pospieszy nam z pomocą. Jeśli Go poprosimy, wysłucha nas. Wymaga cierpliwości, ale to tylko wychodzi nam na dobre. Bóg jest wzorem, ojcem i autorytetem. Jest dobry i kocha nas nawet, gdy chwilowo w Niego wątpimy. On nigdy nas nie zostawi, jest przy nas cały czas, czuwa i kieruje nas na dobrą drogę. Już nie boję się modlić. Często dziękuję za rodzinę, przyjaciół, rodzeństwo, czyli to, co każe mi codziennie podnieśc się z łóżka. Teraz jest dobrze. Szczęście - przedawkowane.  

fota tej dziewczyny :)

sobota, 9 sierpnia 2014

I hope you eat apples

Po ciężkim tygodniu nie wiem, czym najpierw się cieszyć. Łazienką, łóżkiem, lustrem, lodówką, czy internetem? Przemyślę to, jak tylko się wyśpię. Jedzenie z proszku i biały chleb zdecydowanie mi nie służą, a taka kumulacja sprawia, że chodzę okropnie śnięta i bez sił. Ale będzie lepiej. A nawiązując już do lepiej... Ostatnio dosłownie kipię szczęściem. Miałam dzisiejszego dnia moment, kiedy zostałam sama, że uśmiechałam się do swoich myśli i łzy aż stanęły mi w oczach. Czułam się nieziemsko, powoli uzależniam się od takiego stanu, chcę, żeby trwał jak najdłużej. Przebywanie wśród roześmianych ludzi, przegadanie wieczoru z bliską mi osobą i trzy dni ciągłej "beki" są jak miód na serce. Uporczywie wyganiam myśl, że zostały mi zaledwie trzy tygodnie laby. Chcę wykorzystać każdy dzień na 100 procent i zapamiętać ten czas na długo, żeby mieć o czym marzyć w zimne dni. Tak, tak właśnie zrobię. 

wtorek, 5 sierpnia 2014

Just when you've tought I'm done with weirdness

Pierwszy raz nie chcę wracać do domu. To u mnie dziwny stan, bo do tej pory myślałam, że jestem zagorzałą domowniczką. Zazwyczaj bywało tak, że gdy tylko ktoś chciał mnie wyciągnąć z domu, godziłam się niechętnie lub szybko wymyślałam głupią wymówkę. Mam nadzieję, że to się zmieniło, bo nie lubiłam u siebie tej cechy. Mam nadzieję, że dużo się zmieni, że zostanie tak, jak jest teraz. Głowę mam nabuzowaną pozytywnymi myślami i wspomnieniami, obrazami niezmąconej natury, a dłonie ciągle mnie bolą od wiosłowania. Kocham ten stan. Jest mi tak dobrze, że nie wyobrażam sobie, żeby mogło być jeszcze lepiej. Chociaż nie jest to niemożliwe... ale będę cieszyć się z tego, co mam :) Mimo wszystko trochę się boję. Boję się, że to się skończy, wrócę do zawszonej szkoły i znowu będę przygnębiona i zmęczona. Nie chcę o tym myśleć. Chcę, żeby to nie nastąpiło. Niech już będzie dobrze, proszę. 



środa, 16 lipca 2014

When I met you in the summer

Dobra, zostało mi 10 minut zanim rozładuje się mój laptop, więc to być może będzie najszczerszy post, jaki znajduje się na tej stronie. Są wakacje, mój dzień wygląda mniej więcej tak: wstaję ok. 9.30, z godzinę chodzę w piżamie, w tym czasie jem śniadanie itd. Kiedy wreszcie się ubiorę, trochę czytam i zaraz nadchodzi jakaś 13, więc zabieram się z mamą za robienie obiadu. Później znowu czytam książkę lub spotykam się z kimś, o 16/17 znowu jem. Teraz, latem, przez więszkość czasu nałogowo wcinam owoce. Następnie przesiaduję w ogrodzie lub idę na rolki, rower, albo  jadę do sklepu, bo w moim domu nie ma dnia bez zakupów. O 19/20 jem kolację, a potem wybieram wytłumaczenie, dlaczego dzisiaj nie ćwiczę. I siadam do komputera, oglądam widea na YT i jestem w sódmym niebie. Schodzi mi jakoś do 23.30 (codziennie obiecuję sobie pójść spać o 22, bo inaczej następnego dnia boli mnie głowa), myję się i, zależy, czytam w łóżku lub nie. Wczoraj czytałam do 1. A co tam, zostało mi niecałe pół książki, więc postanowiłam ją skończyć! I tak jest codziennie. Wiem, nic ciekawego, a czas przecieka mi przez palce, nawet nie wiem, kiedy. Mam nadzieję na ciekawsze dni. Enjoy!



poniedziałek, 16 czerwca 2014

1 pytanie - 1 kropla woda w Afryce

 Zmiany? Owszem. Zauważyłam, że jestem weselsza. Często podśpiewuję, nie miewam chandr, lubię przebywać na dworze, ale kontakty z innymi nadal przychodzą mi z niewielką trudnością. Wyjazd do Wrocławia nie wypalił, szkoda. Zawiodłam się, bo tak naprawdę jego głównym celem było pokazanie rodzicom, że potrafię coś sama dobrze zorganizować. Ale chciałam też tam znowu pojechać, bo ostatnio, kiedy tam byłam, tak lało, że prawie nic nie widziałam spod parasola. 
  Lubię poranki przed szkołą, jeśli tylko jestem sama. Kiedy wstaje ze mną mama, zaczyna dzień od narzekania. Że późno się położyła, a * płakał przez godzinę w nocy, że dzisiaj w pracy ma bardzo męczący dzień. Wiem, że jest zmęczona i niewyspana. Z egoistycznych pobudek chciałabym jednak, żeby rano powiedziała mi coś miłego. Że będzie dziś pięknie, że obiad będzie dobry, że się cieszy, że wracam dzisiaj z niądo domu i że ładnie wyglądam. Cokolwiek, tylko nie to do niczego nie prowadzące narzekanie. 


Wawa <3

niedziela, 8 czerwca 2014

Na twarz nakładam brokat

Moja przygoda z bieganiem rozpoczęła się dobre kilka lat temu. Byłam na wakacjach na Mazurach i nudziłam się przeokropnie. Któregoś wieczoru mój starszy brat postanowił iść pobiegać. I poszedł, a ja, jako młodsza siostra, zrobiłam to samo. Pamiętam, że miałam wtedy na sobie dżinsowe rybaczki. Nie wiem, ile tak wtedy biegałam, ale choć robiłam to wolniutko, po powrocie wyglądałam jak dojrzały burak. Ledwo wzięłam prysznic. I tak mi już zostało, rytuał powtarzał się już w każde wakacje, a że mieszkam na wsi, raczej nie mam problemu z wyborem miejsca. Jesienią przestawałam biegać, bo zaczynała się szkoła i szybko robiło się ciemno. Na poważnie za ćwiczenia wzięłam się trzy miesiace temu, bieganie sobie odpuściłam, bo ileż można codziennie przemieszczać się tą samą trasą, i znowu, i znowu? Ćwiczenia są OK - pomyślałam, nie muszę wychodzić z domu, wystarczy mi YT i bawełniane spodenki. I rzeczywiście, ubyło mi już 6 cm w talii. Jestem dumna jak nie wiem, ale nie przestaję. Wczoraj, po tygodniowej przerwie, ćwiczyłam 1,5 godziny i naprawdę mi to pomogło. Mam nadzieję ćwiczyć jak najdłużej mogę, bo jestem totalnie antysportowa, więc żadna siatkówka czy karate nie wchodzi w grę :)