Nie chcę, żeby cokolwiek mnie obchodziło. Już nie chcę, to dla mnie za dużo. Jest mi teraz tak najgorzej, nie wiem, czemu to się dzieje. Poprawka, wiem, ale nie wiem, jak temu zapobiec. Przyszłość jest zagadkową abstrakcją, a ja nie wiem, z której strony się za nią zabrać. Kłuje mnie z każdej strony, nie pozwala się rozszyfrować. Próbuję ze wszystkich sił, ale i tak nie starcza mi mocy. Usiądź, odetchnij, odpocznij. Wszystko nie tak. Dlaczego psuję wszystko, co wpadnie mi w ręce? Często ostatnio mam ochotę zwinąć się w kulkę i zniknąć, chociaż na chwilę. Żeby nikt ode mnie niczego nie wymagał, proszę. Zabierz ode mnie te kolce, zabierz, zabierz! Zbliżają się, dlaczego im na to pozwalasz? Chociaż może kiedy przetrwam najgorsze, całe nieszczęście i strach miną?
Justine's cupcake na Facebooku!
niedziela, 27 września 2015
piątek, 7 sierpnia 2015
I'm gonna break your bubble gum heart
Dlaczego nie potrafię pozbierać tego, co rozsypało się w drobny mak? Jestem każdym tym malutkim ziarenkiem, rozpadam się szybciej, niż mnie zbierasz. Wciąż mnie zostawiasz, zostaje po tobie tylko powiew pachnący paco rabanne, zimna kawa i lepki odcisk dłoni na moim ciele. Uciekasz wtedy, gdy jest najciemniej. Gubię się, bo nieuważnie zatarłam kiedyś wszystkie wskazówki. Czasami odnajduję żałosne urywki i czepiam się ich kurczowo, doszczętnie rozrywając pozostałości. Nie mogę tak, nie chcę. Ostatnio częściej zwijam się w kłębek i skrupulatnie próbuję coraz mniej istnieć. Czemu to się dzieje, czemu wizja opanowania tego wydaje się taka nierealna? Czemu ta łąka powoli, lecz nieuchronnie, zarasta?
sobota, 11 lipca 2015
Love wins
Przestałam. Myślisz, że to łatwe? Wrociłaś do mnie z zaplamionymi złością pazurami, ostrzysz je i rytualnie szukasz godnego miejsca, aby je zanurzyć. Przestań. Nie chcę cię znowu. Zrobiłaś swoje i odeszłaś na kilka miesięcy. Po co wracasz? Jeszcze do końca o tobie nie zapomniałam, cały czas chowałam w głowie paskudne wspomnienia dni, kiedy zapuszczałaś korzenie w moich myślach, a ja nie miałam siły, żeby cię z nich wyrzucić. Często się zastanawiam, czy było lepiej, czy po prostu lepiej sobie z tobą radziłam. Bo teraz czuję, jakbym wróciła do siebie sprzed ponad roku. Rozsypana na malutkie kawałeczki. Z czarnym dymem oplatającym umysł. Z tobą towarzyszącą mi w każdym najmniejszym ruchu. Czy kolejne skropione ramiona dają ci satysfakcję? Widzę, jak zabierasz ze mnie pewność siebie, kawałek po kawałku. Zobaczysz, kiedyś to to będziesz przede mną drżeć ze starchu i plątać się w swoim własnych przerażeniu.
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Looking for good vibes
Wiesz, jak to boli, kiedy wciskasz mnie w grząski grunt? Nie mogę się wydostać, łapczywie wołając o pomoc. Łykam tylko słone łzy w ostatnim akcie nadziei. Nie wrócisz po mnie, już nie. Uwieram cię. Jakby czegoś ubyło, pustka wionie teraz ciemnością i żarem. To oczucie tak silnie przeżera mnie od środka, że już nie wiem, do kogo zwracać się o pomoc. Krzyczę i wierzgam, ale ty coraz bardziej się oddalasz, zatykając uszy. Mówisz, że ciągle ci mało? Jakbyś przed chcwilą nie wytknął mi wszystkiego, co między nami zgrzyta. Może spróbuj zrozumieć też moje uczucia. Słuchaj, kiedy mówię, wejdź w moją skórę i poczuj silnie drapiące niedoskonałości. Niepewność siebie, ciągły wstyd, uczucie, że jest się gorszym, niewystarczająo madrym i niedoświadczonym. Jeśli tak ci to przeszkadza, mogę cię puścić. Nasze dłonie da się rozkleić, przecież nie wiadomo, jak potoczy się los. Pomyśl choć raz o mnie. Gdy przychodzą takie dni, że nie mogę na siebie patrzeć, bo ciągle czuję się gruba i brzydka. Słońce czasami przebija przez chmury, ale one potem znowu je zasłaniają i z dobrych myśli nic już nie pozostaje. Wiesz, strasznie nie chcę wracać do dni, kiedy w głowie dudniła mi myśl, ze Boga nie ma, że nikt już nie może mi pomóc. Jestem sama ze swoimi problemami, bo przeciez teraz każdy jest zajęty sobą. W słownikach nie ma już terminu empatia, nikt nie zapyta, jak się czujesz, jak minął dzień. Po co to wsztystko? Czasami boli, kiedy serce tłucze się w klatce, a ja nic nie mogę z tym zrobić. Nikt nie jest w stanie mnie zrozumieć, wiesz? Już nie. Nie potrafię się przełamać. Może dobre dni znowu kiedyś nadejdą, może nie będę czuła już tego pulsującego bólu, może znowu wszystko się ułoży. Nie lubię obecnej siebie. Niech wrócę ja sprzed kilku tygodni. Dzisiaj tylko o to proszę.
piątek, 20 marca 2015
The high school you
Nie pamiętam już, kiedy byłam taka zmęczona. Potrafię położyć się o 21:30, wstać o 7 i zasypiać na lekcjach i tak. Mimo spania 9 i pół godziny! Pisząc to, leżę na niepościelonym łóżku, słucham Luxtorpedy i rozkoszuję się leniwym wieczorem. Czasami trzeba trochę odpocząć, napisać coś nieambitnego. Wypić okropną truskawkową herbatę, zjeść zakazanego pszennego rogala. Ojj, tak. Powracam. Idzie wiosna. Minął już ten obrzydliwy okres, kiedy topnieje śnieg, a spod niego wyłania się jesienny brud. Teraz jest czas chłodnego marcowego słońca, dzikiej harówki w szkole, jabłkowo-selerowych smoothie i someone new. Polecam całym serduszkiem. Radujcie się. Wyjdźcie z domu. Napawajcie się słońcem po skończonych lekcjach w szkole. I dużo jedzcie. Jak ja.
piątek, 13 marca 2015
I fall in love a little bit every day with someone new
Dlaczego wciąż liczęte niewypowiedziane słowa? Codziennie katuję się świeżą porcją zatrutego powietrza. Zza skelpowych witryn zerkają przesiąknięci powierzchownością plastikowi ludzie. Twoja głuche wołanie niesie się echem po wysuszonym pustkowiu. Ja tylko stoję i patrzę z politowaniem na coraz bardziej przeżarty kłamstwami świat. Przytulam się do ciebie i już jest mi ciepło. Trzeba tylko spróbować wymazać tę permanentną rozłąkę, nie przejmować się przemokłą od łez poduszką i łapczywie wdychać wonne zauroczenie. Ile to jeszcze będzie trwało? - pytasz z nadzieją na wieczny Eden. Spróbujmy tylko cieszyć się tym, co jest, a wyimaginowaną dobroć, zadymione pomieszczenia i kwitnącą zazdrość zostawić daleko, choć krok za nami.
piątek, 27 lutego 2015
Shootin' star
Nie wstyd ci? Myślisz tylko o sobie i nawet nie drga ci powieka, kiedy ciskasz kolejne ostrza. Czasami nie mam siły już z tobą walczyć i pozwalam ci przez chwilę pofolgować. Jednak potem dotkliwie za to płacę, dławiąc się zbawiennym tlenem. Czasami nie mogę się od ciebie opędzić, wymykasz mi się i nie jestem w stanie cię złapać. Tylko siadam, podciągam kolana pod brodę i próbuję opanować łzawą Niagarę. To nie jest łatwe, wiesz? Wcale mi nie pomagasz. Coraz częściej rzucasz we mnie ostre pociski, a ja przyjmuję to z pokorą, myśląc, że tak musi być. Że po prostu jestem na to skazana już do końca życia, a twoja bezwzględność nic tu nie zmienia. Po prostu zakleszczyłaś się w mojej i tak już nieodwracalnie zatrutej duszy, plamisz moje wnętrze szkarłatnym płynem, ale to nic. Przyzwyczaiłam się. Uodporniłam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






