Justine's cupcake na Facebooku!

poniedziałek, 29 lutego 2016

Treading water

Wszystko się sypie. Sypię się ja i moje włosy, świetlana przyszłość i języki obce. Nie tak, nie tak, jak powinno być. Plątam się w złożonej destrukcji i nie potrafię uciec, a ty wciskasz mnie swoim pantoflem głębiej i głębiej. Zanikam. Unieruchamiasz toki myślenia i sądzisz, że dzięki temu zyskasz przewagę? Może i tak. Tymczasowo jestem w pukncie bez wyjścia, gubię się, choć stoję w miejscu. Plamię marynarki łzami, a ty tylko zażarciej drzesz moje plany. Przestań, przestań, bo wariuję. Swoim nienasyceniem zaciskasz mi gardło i nie pozwalsz wołać o pomoc. Na nowo tylko napędasz łzowe kanaliki, szyderczo przy tym chichocząc. I tak nadmiernie mnie już wymełłałaś, oszczędzaj swoje zębiska na lepsze czasy. Schowaj się, zawiń i nie pokazuj. Tylko tego chcę. 


sobota, 2 stycznia 2016

Sparkling

Odpalasz fajerwerki w głowie, pociągasz ostre myśli o draskę i już, płoną. Uważaj, wybuchy mogą być niebezpieczne. W ostateczności ugaś je łzami, kiedy już nic innego ci nie pozostanie. Oddychaj, to ważne. Rozpylaj zdecydowanie tak daleko, jak umiesz i nie zważaj na rwący nurt. Jest silny, ale kompilacja twojego zdeterminowania i chęci może go zwyciężyć. Potłucz wszystkie złe wspomnienia, podepcz i wyrzuć do odpowiednich pojemników. Nie współczuj im, dość szkód wyrządziły w twoim życiu. Wyplew wszystkie zarośla ze spiżarni twojego samozaparcia, przysłaniają ci tylko odpowiedzi na niemożliwe do rozwiązania zagadki. Trudne, wiem. Ale każda śnieżyca mija. Płyń z wiatrem, a lecącym ci w oczy muchom nadstawiaj gęstą siatkę rzęs.





piątek, 4 grudnia 2015

Floweristh

Usilnie starasz się rozplątać skrzętnie splecione supły schematów. Są silne, wiesz? Wykreował je ogół kluch, identycznych papierowych ludzików. Zostaw je, nie są ci potrzebne. Wystaw rękę poza degradujący pustostan. Rysujesz kanciaste chmury i w niczym ci nie przeszkadza to, że nie mam czym oddychać. Nieustannie turlasz pogubione perełki, aż spadną w wielką dziurę, wypełnioną po brzegi grawitacją. Nie masz szans. Rozciągasz się, tracisz kształt. Teraz ty należysz do papierowych wycinanek i nie mam na myśli pokaleczonego serca. To tylko kawałek ciała, doszczętnie wymełłany przez ciężkostrawne uczucia. Odrzucasz włosy, aby podkreślić ubytki przeciętności? Niepotrzebnie. Zmatowiałeś. 


wtorek, 24 listopada 2015

Matt perfection

Matowiejesz. Budzisz się, krzyczysz. Nieskomplikowany smutek pożera twoją codzienność. Kiedy zdążyłeś wykreować taki obraz jestestwa? Miękkie futro już nie przynosi ulgi, a obrasta twoje serce i pokrywa liczne aksony. Kłamstwa weszły ci już w nawyk, trudno. Ale przynajmniej bądź w nich oryginalny. Zaskakuj mnie nowymi wymówkami, nie przychodź codziennie z innego powodu. Uczciwość przepływa ci między uszami, chciwość popycha w żarzące się tajemnice. Popychasz mnie, potrącasz półprawdą. Mówisz infradźwiękami. Zamarzam, choć zdawało mi się, że to płomienne uczucie. Matowieję. 


czwartek, 5 listopada 2015

Out of life

Zamykam się w obszarze pustych myśli. Błądzę. Odkrywam. Powoli uwalniam się od nic nieznaczących, natrętnych schematów. Od szufladowania ludzi już dość poprzytrzaskiwałam sobie palce. Koniec z tym? Żywię się kawą i makaronem. Wdycham chłodne niedopowiedzenia. Ile razy jeszcze będę musiała walczyć z nawracającymi kłamstwami? Na ulicach zostają tylko wiotkie i wyblakłe marionetki. Nie niszczę ich, może jeszcze da się je odratować. Jak gąbki nasączam się lepką niechęcią. Warto? Nie wiem. Ludzie są szkalni i krusi. Ile razy jeszcze się sparzę zanim puszczą ciasno splatające ich szwy obłudy? To za dużo. Zaszywam się, znikam. Stopniowo rozbijam suche układy, odpędzam dym ciekawości. Chęć zaistnienia to przeżytek. Out of fashion. Wypluwam stare znajomości. Niech samotnie wiją się w cuchnącym wstydzie. Jestem ponad to. Zostają tylko pachnące od ciał ubrania i zapach piękna na palcach. 



poniedziałek, 2 listopada 2015

I'm lack of mental health

Chodź, wróć do mnie! Ich zostaw w spokoju, bo ja już wiem, jak z tobą walczyć. Jesteś trudna, krnąbrna, ale poradziłabym sobie z tobą. Kim jesteś, żeby zatruwać innym zycie? Nikim, dosłownie nikim, a wciskasz się bezkarnie w dusze innych jak wirus. Jesteś plagą, nie można od ciebie uciec. Czaisz się w najmniej oczekiwanych zakamarkach, wyglądasz i atakujesz. Trochę już cię znam, łątwo rozpoznaję, kogo zaatakowałaś. Zostawiasz swoje ofiary bez grama radości, wymełłane jak mięso. Próbują walczyć, zaciskają knykcie do białości. Chcą być silni. Dlaczego zawsze wygrywasz? Codziennie brukujesz im drogę ostrymi jak brzytwa strachem i bezradnością. Nie boisz się, że pokaleczysz sobie palce? Jesteś nudna w swoich schematach, ale to, co robisz, za każdym razem boli mocniej. Wciskasz pręty między powieki. Splatasz się z duszą, zatruwasz ją. Nieodwracalnie barwisz śmiertelnym szkarłatem, piłujesz szare myśli. Ostrzysz pazury na wypadek słabości. Tylko na to czekasz, prawda?


czwartek, 1 października 2015

I'm tired of this shit

Powoli się roztapiam, niknę, odpływam. Próbuję koniuszkami zsiniałych palców złapać skrawek ziemi, ale nie pozwalasz mi na to. Bezczelnie spychasz mnie w otchłań, mieszasz mnie z piekielnymi odpadami. Uświadamiasz mi, że tak naprawdę nie jestem do niczego potrzebna. Użalam się nad sobą? Może. Mimo to nie mogę znieść myśli, że poprawa szybko nie nadejdzie, będzie tylko ciemniej, zimniej i samotniej. Może i bawię się w słowotwórcę, trudno. Mieszkam teraz tutaj, w mojej bezdennej dziurze biernego wegetowania. Nie pomagasz, wcale. Z oddali tylko słyszę twój odbijający się echem złowieszczy śmiech, słyszę, jak świętujesz swoją wygraną. Z dnia na dzień staję się coraz mniejsza, chudsza. Stopniowo mnie gumkujesz. Satysfakcjonyje cię to? Powoli ubywa jednego człowieka. O to ci chodzi? Może chwilowo wygrywasz, ale nigdy nie wyrzucisz ze mnie jednej myśli: nie poddam się. To nie jest kraniec moich możliwości. Może i często ponoszę porażki, albo tylko tak mi się wydaje. Może i zabijasz we mnie radość. Może i moczysz moimi łzami rękaw męskiej bluzy, ale jesteś w tym sama. Ja mam wsparcie, a to znaczy, że nigdy nie wygrasz. Pamiętaj, że zawsze ty<<<<ja.